Blog ma na celu popularyzowanie rowerowych wycieczek po Łodzi, regionie łódzkim i okolicach.
Znajdziesz tu zdjęcia, filmy, opisy tras i ślady GPS.
Miasto Łódź i województwo łódzkie są naprawdę piękne !
Zobaczysz, że "ONI są wszędzie", wszystko się łączy i odbija w tablicach !
Zachęcam do czynnego wypoczynku i powodzenia na trasach !!!

WYCIECZKA Nr 122 - Wodzierady i Mikołajewice

TRASA : Łódź (Piotrkowska, Pabianicka, Chocianowicka, Łaskowice) - Gorzew - Górka Pabianicka - Petrykozy - Kudrowice - Wola Żytowska - Żytowice - Janowice - Ludowinka - Chorzeszów - Wodzierady - Alfonsów - Mikołajewice - Wygoda Mikołajewska - Wrząca - Prusinowiczki - Prusinowice - Porszewice - Świątniki - Górka Pabianicka - Gorzew - Łódź (Sanitariuszek , Maratońska, Wróblewskiego, Aleja Politechniki, Żeromskiego, al.Mickiewicza, al. Kościuszki) 
[29.08.2012. - 79,7 km, 20,7 km/h, 3:50:30 h]
GPS
Mr SCOTT jedzie do... Wodzierad i Mikołajewic !!! Trasa WYCIECZKI Nr 122.
 Na tegoroczne lato nie można absolutnie narzekać ! Piękna, słoneczna pogoda nie pozwala rozpamiętywać wczorajszej, dalekiej wyprawy. W samo południe Mr SCOTT wyrusza na kolejną wycieczkę i jest tylko jedno pytanie - damy radę ? 
Zaczynam na ul. Piotrkowskiej, gdzie pod nr 165 stoi dom handlowy "Central" i wieżowiec dyrekcji PSS "Społem". Był to drugi dom towarowy w Łodzi, który posiadał ruchome schody. Otworzono go 28 sierpnia 1972 roku i w "epoce Gierka" należał do najlepiej zaopatrzonych tego rodzaju sklepów w Polsce.
Jadę ul. Piotrkowską w okolice Katedry. Pod nr 266/268 podziwiam zabytkową kamienicę zbudowaną w roku 1844 dla fabrykanta Karola Gebhardta. Pałac wielokrotnie zmieniał właściciela. Od roku 1852 należał do drukarza Leonarda Fesslera, natomiast w roku 1880 przeszedł w ręce rodziny Karola Scheiblera. Obecnie mieści się w nim Wydział Organizacji i Zarządzania Politechniki Łódzkiej.
W tej części ulicy Piotrkowskiej znajduje się wiele zabytkowych budowli. Jedną z nich jest dawna willa Roberta Schweikerta, stojąca na terenie dużej nieruchomości pod nr 262/264.
Pałac w którym dziś mieści się Instytut Europejski, zbudowano w 1910 roku wg projektu Romualda Millera - ówczesnego architekta miejskiego. Należał do rodziny niemieckich fabrykantów - Emmy i Roberta Schweikertów.
Wjeżdżam na wyłożony granitową kostką brukową, półkolisty dziedziniec pałacowy, skąd jest świetny widok na najwyższy budynek w Łodzi - bazylikę archikatedralną p.w. św. Stanisława Kostki (ma 104,5 m wysokości). Na reprezentacyjnym placu jest mnóstwo zieleni. Pośrodku zbudowano klomb z fontanną.
W bocznych częściach placu znajdują się budynki dawnej stróżówki, stajni i wozowni. Dziś spełniają rolę pomieszczeń biurowych. Wszystkie obiekty zostały wyremontowane w latach 1993-1994.
Instytut Europejski powstał 30 września 1993 i prowadzi różnorodną działalność związaną z procesami integracji europejskiej. Do obecnej siedziby wprowadził się w 1994 roku. Oprócz biur instytutu jest tu również biblioteka, Centrum Dokumentacji Europejskiej i Regionalne Centrum Informacji Europejskiej oraz Regionalny Ośrodek Europejskiego Funduszu Społecznego w Łodzi.
Frontową elewacje pałacu zdobi wspaniały portyk wsparty na sześciu kolumnach. Na balustradzie balkonu powiewają kolorowe flagi państw członkowskich Unii Europejskiej. To naprawdę przepiękny widok.
Czasami ma się farta i tak było dzisiaj ! Grzecznie pros i otrzymawszy zgodę, ruszam na zwiedzanie ogrodu pałacowego. Mr SCOTT składa serdeczne podziękowania dla Pani Dyrektor Instytutu Europejskiego za życzliwe przyjęcie .
Za olśniewającą, neobarokową rezydencją znajduje się przepiękny ogród, na terenie którego rośnie mnóstwo egzotycznych drzew i krzewów.
Jest to duży zieleniec dochodzący aż do ul. Sienkiewicza, z symetrycznymi prostokątnymi kwaterami, rzeźbami ogrodowymi i fontannami. Jego konstrukcja nawiązuje wprost do geometrycznego ułożenia tradycyjnego ogrodu włoskiego.
Wąskie alejki ogrodu wyłożone są estetyczną kostką brukową. Pośrodku ustawiony jest niewielki pawilon ogrodowy, nakryty namiotowym dachem. Jak przystało na ogród włoski, założenie pałacowo-ogrodowe zbudowano tak, że zapewnia swobodną cyrkulację słońca i powietrza wokół budynku oraz dostęp do gęstego cienia przynoszącego ulgę w upalne dni.
Zieleniec zdobią równo przystrzyżone trawniki oraz wypielęgnowane, niskie żywopłoty, które rozwijając się wokół pawilonu, tworzą geometryczne figury.
Na działce znajdującej się obok ogrodu (ul. Sienkiewicza 171), stoją ruiny dawnej fabryki - przędzalni wełny czesankowej, z charakterystyczną wieżą.
Są to zabudowania fabryczne należące do spółki "Dąbrówka", której dyrektorem był Maurycy Poznański. W 1896 roku firma Poznańskiego kupiła nieruchomość od Henryka Birnbauma razem z kamienicą przy ul. Piotrkowskiej 258.
Na terenie ogrodu oglądam dekoracyjne elementy, takie jak sadzawki czy tarasy, które nawiązują do stylu i wyposażenia ogrodów francuskich z epoki klasycyzmu.
Centralna część założenia ogrodu nawiązuje do form antycznych, renesansowych i barokowych. Znajduje się tu niewielki basen z fontanną. Otoczony jest kamiennym murkiem i alejkami, gdzie stoją stylowe latarnie i drewniane ławki.
Teren ogrodu obsadzony jest niskopienną roślinnością, urozmaiconą m.in. magnoliami, cisami, platanami, bukszpanem i dębami piramidalnymi. Pnie drzew obrastają zwoje bluszczu.
Mr SCOTT przyznaje, że ogród Schweikerta, to miejsce wyjątkowe, na wskroś europejskie i pełne wewnętrznego blasku. Przebywanie w nim wyzwala niewyobrażalne wręcz emocje estetyczne.
W wielu miejscach ustawione są terakotowe wazy, pełne rosnących w nich kwiatów. Trawniki porastają kolorowe rabaty i kwitnące krzewy. Wewnętrzny podział ogrodu murkami i żywopłotami na kształtne gabinety, daje wrażenie niezwykłej przestronności.
Zieleniec nawiązuje swym układem do tzw. ogrodów zamkowych, a usytuowano go na przedłużeniu osi pałacu - od schodów loggi do bramy wyjazdowej przy wschodnim ogrodzeniu.
                                       
Do ogrodu prowadzą przylegające do pałacowej loggii kilkustopniowe schody. W czasie wojny w pałacu Schweikertów mieścił się bank niemiecki, po wojnie stał się siedzibą różnych komunistycznych organizacji.
 Na zakończenie zwiedzania oglądam wspaniałe wnętrza, które "zagrały" mi.in. w kultowym polskim serialu "Stawka większa niż życie" (scena balu, gdzie konsul Grandel wita gości na schodach pałacu). Mr SCOTT przyznaje, że pałac Schweikerta należy do najpiękniejszych obiektów rezydencjonalnych miasta Łodzi !
Będąc w tej części miasta, warto również obejrzeć fabrykę Markusa Silbersteina, która znajduje się przy Piotrkowskiej 242/250. Silberstein urodził się w Lubochni koło Tomaszowa w 1838 roku. To jeden z najbogatszych łódzkich przedsiębiorców w XIX wieku, który przyczynił się m.in. do budowy łódzkiej linii tramwajowej. Jego córka Salomea, została żoną Maurycego Poznańskiego. Oglądałem kilka razy rezydencję Sliberstein'ów w Lisowicach - zobacz np. WYCIECZKA Nr 102.
Fabryka Silbersteina to ogromna tkalnia, stylizowana na budowlę obronną, z charakterystycznymi gotyckimi wieżami na bokach. Powstała w 1896 roku wg projektu Adolfa Zeligsona. Jest jednym z najwspanialszych symboli fabrycznej Łodzi.
Po II wojnie światowej w budynku mieściły się zakłady dziewiarskie "Olimpia". Akurat trwa remont surowej, czerwonej elewacji, na którą składa się 7 tys. ceglanej powierzchni. Po renowacji w dawnej tkalni mają powstać biura. 
Po potężnej dawce historii fabrycznej Łodzi, ruszam na szlak. Jadę do końca ul. Piotrkowskiej. Potem Pabianicką przez Park im. Juliusza Słowackiego, do skrzyżowania z ul. Chocianowicką.
Skręcam w prawo i pędzę na zachód w stronę ulicy Łaskowice. Od stycznia 1988 roku Łaskowice zostały włączone do granic Łodzi. Jest to dawna wieś o głębokich tradycjach chrześcijańskich, licząca ponad 700 lat.
 Łaskowice były filią parafii św. Mateusza w Pabianicach. Ponieważ do kościoła parafialnego było bardzo daleko, stąd też w latach 1985-1987 wybudowano tu nową świątynię p.w. Zesłania Ducha Świętego.
Kościół stanął w sąsiedztwie drewnianej remizy Ochotniczej Straży Pożarnej przy ul. Łaskowice 66. W kolejnych latach sukcesywnie go rozbudowywano. W 1991 roku na kościele zamontowano wieżę, w 1994 roku wybudowano dzwonnicę, natomiast w 1997 r. na placu przed świątynią, stanął krzyż upamiętniający 10-lecie poświęcenia kościoła.
Świątynię zbudowano z żelbetonu i czerwonej cegły. Przed wejściem do wnętrza, na bocznych ścianach zawieszone są pamiątkowe tablice. 
Na tablicy z czarnego granitu, która składa się z dwóch części, znajduje się napis o treści "Roku Pańskiego 1987, 13 czerwca, podczas II Kongresu Eucharystycznego w Łodzi, Ojciec Święty Jan-Paweł II poświęcił kamień węgielny kościoła pod wezwaniem Zesłania Ducha Świętego w Łaskowicach".
Na jej drugiej, wiszącej od strony północy napisano "Poświęcenie kościoła, zbudowanego wysiłkiem mieszkańców Łaskowic, dokonał ordynariusz Diecezji Łódzkiej Ks. Biskup dr Władysław Ziółek, dnia 25 października 1987 roku".
W tę ścianę świątyni wmurowano także zabytkową, żeliwną tablicę z napisami w języku rosyjskim, pochodzącą z czasów zaborów. Wówczas wieś Łaskowice należała do Gminy Widzew i Guberni Piotrkowskiej.
Na największej z tablic zamieszczono podziękowanie i hołd dla księdza Stanisława Świerczka, który zainicjował starania na rzecz budowy oraz ofiarodawców ziemi pod budowę kościoła i wszystkich fundatorów. Tablicę odsłonięto w 2003 roku. W jej górnej części znajduje się cytat z Biblii - "Każdy według uczynków swych znajdzie odpłatę..." - Syr. 16, 14.
Po przeciwnej stronie powieszono tablicę ze słowami Jana Pawła II-go, wypowiedzianymi podczas mszy na lotnisku Lublinek w dniu 13 czerwca 1987 roku : "Ogromną radość sprawiłoś miasto, które nosisz nazwę Łódź i kościele łódzki, ogromną radość sprawiłoś Następcy Świętego Piotra, który jest waszym Rodakiem" oraz dedykacją o treści "W hołdzie Bł. Janowi Pawłowi II Papieżowi z Rodu Polaków w 25. Rocznicę Jego wizyty w Łodzi. Anno Domini 2012. Wspólnota parafialna i Ofiarodawcy".
Kościół łaskowicki oglądałem już podczas WYCIECZKI Nr 56. Ścianę ołtarzową w prezbiterium zdobi tryptyk przedstawiający Zesłanie Ducha Świętego. W nawach bocznych znajdują się ołtarze Miłosierdzia Bożego i Matki Bożej Nieustającej Pomocy.
Projekt świątyni opracował arch. Jerzy Stanisławski z Warszawy. Wielki i bezinteresowny wkład w budowę kościoła wnieśli mieszkańcy Łaskowic i Chocianowic. To dzięki ich zapałowi, ofiarności, zaangażowaniu i zgodzie, wiele prac wykonano systemem gospodarczym.
Po obejrzeniu kościoła wracam na ul. Łaskowice. Jadę na zachód za skrzyżowanie z ul. Nad Dobrzynką. Przy wjeździe do najstarszej części Łaskowic, stoi ceglana kapliczka domkowa, pochodząca z okresu międzywojennego.
Kieruję się ciągle prosto do mostu na rzece Ner, która płynie po jego północnej stronie. Natomiast od południowej strony, znajduje się ujście do Neru małej rzeczki o nazwie Dobrzynka, która odegrała bardzo ważną rolę w historii i rozwoju Pabianic.
Wcześniej przejeżdżało się tędy po drewnianej, mocno podniszczonej konstrukcji. Ten most wybudowano w 2009 roku i jak widać na załączonym obrazku, stał się miejscem wyartykułowania przez kogoś bardzo sugestywnego wyznania.
Po chwili oddechu nad największą łódzką rzeką, pomykam do przejazdu na trasie kolejowej z Łodzi Kaliskiej do Pabianic. Po torach mknie akurat pociąg towarowy. Mr SCOTT uruchamia automatycznego pilota, zapory unoszą się do góry i bez przeszkód dojeżdżamy do wsi Gorzew.
Szybkim tempem docieram do rozjazdu przy remizie strażackiej. Skręcam w lewo i podjeżdżam pod Górkę Pabianicką. Jest to jedno z największych wzniesień w okolicach Łodzi i trochę trzeba się pomęczyć, aby wjechać na sam szczyt. Damy radę ?  
To kolejna wizyta Mr SCOTT'a w tej uroczej miejscowości - zobacz np. WYCIECZKA Nr 75. Zaglądam oczywiście do kościoła p.w. św. Marcina, gdzie odbywa się uroczystość pogrzebowa.
Nie wypada przeszkadzać, więc spoglądam tylko na odnowiony, przepiękny obraz "Chrystus zdjęty z krzyża", który wisi na lewej ścianie kruchty. Podczas WYCIECZKI Nr 90 miałem okazję oglądać prace przy jego renowacji.
Spod kościoła zjeżdżam z górki do drogi krajowej nr 71. Potem na południe, przez całą Górkę Pabianicką do wsi Petrykozy. Na skrzyżowaniu z lustrem (prosto do Pabianic, w lewo na Szynkielew), skręcam w prawo - co demonstruje Mr SCOTT.
Dalej ciągle na zachód dobrze znaną trasą, przebiegającą kolejno przez wieś Kudrowice.
Potem przez Wolę Żytowską. To bardzo popularna trasa rowerowa, często wykorzystywana przez wielu miłośników dwóch kółek.
Bardzo szybko dojeżdżam do Żytowic (rozjazd w prawo prowadzi do wsi Konin). Jest tu spory spadek terenu, więc mocno naciskam na pedały i pędzę radośnie z górki !  Przy okazji obserwuję manewry samolotu dolatującego do łódzkiego lotniska Lublinek.
Równym, miarowym tempem docieram do Janowic. Jechałem już tędy np. podczas WYCIECZKI Nr 75, czy też w odwrotnym kierunku - np. WYCIECZKA Nr 79.
Przejeżdżam prosto przez skrzyżowanie z szosą prowadzącą w prawo do Lutomierska. Przede mną zachwycający odcinek drogi do wsi Ludowinka. Wąska asfaltówka prowadzi lekko z górki, pomiędzy lasem i malowniczymi polami.
W rewelacyjnym tempie docieram do Chorzeszowa i krzyżówki z drogą na linii Łask-Kwiatkowice. Skręcam w prawo.
Doskonała pogoda i wielka radość z jazdy sprawiają, że wpadam w rowerową euforię ! Podkręcam jeszcze mocniej tempo, bo droga w tych okolicach jest znakomita. Opuszczam Chorzeszów mknąc do mostu na rzece Pisia.
W szpalerze kolorowych drzew, dojeżdżam do miejscowości Wodzierady. To bardzo stara wieś w powiecie łaskim, którą archiwalne dokumenty wymieniają już w roku 1398, jako należącą do Jahannesa de Wodzeradi. A jednak dałem radę !
Po lewej stronie drogi prowadzącej przez Wodzierady, przed lasem stoją trzy, jednakowe domy z drewna. Wiadomo, że zostały zbudowane przez Niemców na początku 1940 roku i mieścił się w nich ośrodek szkoleniowy.
Był to obóz przygotowujące młode Niemki do pracy w gospodarstwach domowych. Po zakończeniu wojny w domkach ulokowano lokatorów. W jednym z nich działała gminna spółdzielnia, potem ośrodek zdrowia, sklep i biblioteka.
Jadę do centrum Wodzierad oglądając zabudowania stojące wzdłuż drogi. We wsi dominuje zabudowa murowana, ale zachowało się jeszcze kilka drewnianych domów z okresu międzywojennego.
Mieszkańcy bardzo dbają o swoje obejścia. Przeprowadzają remonty domów i upiększają przydomowe ogródki. Nawet przydrogowe pasy zieleni, obsadzone są żółtymi aksamitkami.
Wodzierady to bardzo popularne letnisko, znajdujące się w niedalekiej odległości od Lutomierska. Położone są w spokojnej, malowniczej okolicy, pośród zielonych pól i niewielkich obszarów leśnych. Na parkingu przy drodze, ustawiona jest tablica edukacyjna nadleśnictwa pt. "Zasady udostępniania lasu". To bardzo interesujące rady.
Miejscowość jest siedzibą Gminy Wodzierady, w skład której wchodzi  20 sołectw i 35 wsi, skupionych na obszarze 8142 ha. 76,9% ogółu powierzchni gminy stanowią pożytki rolne. W gminie jest ponad 540 gospodarstw indywidualnych, gdzie dominuje hodowla bydła i trzody chlewnej.
Przy budynku urzędu gminy, ustawiona jest tablica z planem administracyjnym Powiatu Łaskiego. Na przestrzeni dziejów Wodzierady należały mi.in. do Dzierzbickich, potem do wojskiego sieradzkiego Teodora Mniewskigo, którego córka Apolonia poślubiła Franciszka Bajera. Ze związku tego urodziła się Aleksandra, która wyszła za mąż za Hipolita Parczewskiego. Stąd też Wodzierady stały się siedzibą rodową rodziny Parczewskich.
Hipolit Parczewski bardzo zasłużył się dla Wodzierad. W 1861 roku uwolnił włościan od pańszczyzny i założył szkołę. Przechodzę teraz na drugą stronę ulicy, gdzie znajduje się sklep ogólnospożywczy. Budynek stoi na terenie prywatnej posesji, której właściciel zadbał o jej bardzo oryginalny wystrój.
Przed bramą wjazdową i wzdłuż ogrodzenia, ustawione są drewniane rzeźby przedstawiające piastowskich rycerzy.
Dojeżdżam do skrzyżowania z drogą prowadzącą przez wieś Dziektarzew do Lutomierska. Skręcam w lewo, do zachodniej części Wodzierad.
Po lewej stronie drogi znajduje się siedziba Ochotniczej Straży Pożarnej w Wodzieradach. Straż powstała w sierpniu 1918 roku z inicjatywy grupy działaczy Polskiej Organizacji Wojskowej. W budynku jest także punkt apteczny.
Jadę dalej na zachód i mijam rozjazd w prawo prowadzący do Kwiatkowic. Po prawej stronie drogi znajduje się rodzinne gospodarstwo rolno-sadownicze, na terenie którego stoi czynny do dziś młyn zbożowy.
Obok młyna ustawiony jest wysoki komin z czerwonej cegły (świetny punkt orientacyjny) oraz duże szklarnie.
Naprzeciwko tego gospodarstwa znajduje się największa atrakcja turystyczna Wodzierad. Jest to dwór szlachecki z 1825 roku wzniesiony przez rodzinę Franciszka Bajera - późniejsza siedziba rodowa rodziny Parczewskich herbu Nałęcz.
Jest to budowla modrzewiowa o konstrukcji zrębowej, zbudowana w połowie z drewna, a w połowie z cegły. Wspaniały portyk wsparty jest na czterech, gotyckich kolumnach.
Żona Hipolita Parczewskiego - Aleksandra z Bajerów Parczewska, prowadziła w nim naukę wiejskich dzieci. W roku 1861 otrzymała zezwolenie na otwarcie szkoły elementarnej. W czasie powstania styczniowego była kurierem do oddziału Edmunda Taczanowskiego.  
Dwór służył też jako szpital dla powstańców oddziału dowodzonego przez Józefa Dworzaczka, którzy zostali ranni w bitwie pod Dobrą k/Strykowa. Po upadku powstania w 1864 roku, władze carskie zamknęły szkołę.
We dworze urodził się w 1949 r. Alfons Parczewski, działacz społeczny i polityczny, prawnik, historyk i poseł, rektor Uniwersytetu w Wilnie. Świadkiem na chrzcie Parczewskiego był Józef Leopold - dziedzic Kwiatkowic.
W 1868 roku Aleksandra Parczewska, po rozejściu się z mężem, sprzedała majątek w Wodzieradach Aleksandrowi Kulczyckiemu - sędziemu gminnemu. 
Rodzina Kulczyckich gospodarowała dobrami w Wodzieradach do wybuchu II wojny światowej. W czasie okupacji zarządzał nim pochodzący z Łotwy Niemiec Pikard. Po zakończeniu wojny w dworze mieściła się szkoła, przedszkole i potem biblioteka gminna.
Wokół dworu widać resztki istniejącego tu niegdyś parku z zarysem alei dojazdowej i drzewami pomnikowymi. Obecnie właścicielem zabytkowego dworu jest prywatna osoba, która od 1982 roku usiłuje przywrócić go do życia. Dwór "zagrał" w kilku polskich filmach : "Ziemia obiecana" w 1974 roku, "Wilczyca" w 1983 roku, "Między ustami a brzegiem pucharu". W Wodzieradach kręcono także plenery i niektóre ujęcia do filmu "Nad Niemnem".
Na teren parku i dworu jest na razie swobodny dostęp (wkrótce się to zmieni, bo trwa właśnie budowa murowanego ogrodzenia), tak więc korzystam z okazji i wchodzę do środka. "Podziwiam" układ wnętrza z salonem i sienią na osi, oryginalną stolarkę i zdewastowany kominek.
Po zwiedzeniu dworu jadę do zachodniego krańca Wodzierad. Za pachnącym latem lasem, rozpoczyna się teren wsi Leśnica.
Zawracam do mostu na rzece Pisia, która przepływa przez środek terenu gminy, z kierunku południowego na północny zachód. Pisia ma swoje źródła w okolicy osady Przatów k/Szadku i uchodzi do Neru w Małyniu.
Wody Pisi są bardzo czyste. Po przeciwnej stronie drogi, na skraju sosnowego lasu znajduje się kilka niewielkich, ogrodzonych siatką stawów i działek rekreacyjnych.
Podjeżdżam obok dworu i młyna, do skrzyżowania z drogą prowadzącą do Kwiatkowic. Skręcam tam w lewo i jadę obejrzeć północną część Wodzierad. Wzdłuż szosy stoją domy mieszkalne, gospodarstwa rolne oraz zabudowania wielkiego zakładu.
Jest to firma nasienna "Granum", która działa w Wodzieradach od 1993 roku. Zakład zajmuje się produkcją i obrotem handlowym materiału siewnego roślin rolniczych.
Jest to jedyny, większy zakład produkcyjny na terenie gminy, która w zdecydowanej większości jest wolna od immisji przemysłowych. Wracam do centralnego skrzyżowania i skręcam w lewo na Lutomiersk.
Oglądam zabudowania we wschodniej części Wodzierad i dojeżdżam do rozjazdu z drogą do Mikołajewic.
Stoi tam kapliczka i żelazny krzyż, który wmurowany jest w kamienny postument z datą 1911 rok. Krzyż otoczony jest żeliwnym płotkiem i przystrojony barwnymi wstążkami.
I to już koniec krótkiej wizyty w pięknych Wodzieradach. Ponieważ wieś leży na trasie wielu moich szlaków rowerowych, to z pewnością jeszcze nie raz tu zawitam ! Ruszam w drogę powrotną po nitce nowego asfaltu, kierując się na wschód do Mikołajewic.
Bardzo szybko docieram do wsi Alfonsów, która podobnie jak leżąca niedaleko osada Apolonia, powstały dzięki parcelacji majątku Hipolita Parczewskiego. Dojeżdżając tu, Mr SCOTT okazuje swą niebywałą radość z rowerowej wolności .
Prosta i równa jak stół szosa, doprowadza mnie do Mikołajowic. Wieś poznałem dobrze w trakcie WYCIECZKI Nr 56 w grudniu 2011 roku.
Dawno tutaj nie byłem, tak więc z przyjemnością zerkam na zabytkowe wnętrze kościoła p.w. Narodzenia Najświętszej Marii Panny i Przemienienia Pańskiego. Naprzeciwko plebani skręcam na północ i jadę w stronę cmentarza parafialnego.
Jak to zwykle na cmentarzu, Mr SCOTT rozgląda się w poszukiwaniu zabytkowych nagrobków oraz miejsc pochówku właścicieli ziemskich. Od razu trafiam pod pomnik z czarnego granitu, gdzie spoczywa Małgorzata z Ramockich Leopold (1887-1951). Na płycie nagrobnej umieszczono także inskrypcję pamięci jej męża Stanisława Leopolda , który urodził się w 1884 roku i został zamordowany 7 marca 1940 roku w niemieckim obozie koncentracyjnym Oranienburg.
Stanisław Leopold był przed wojną właścicielem majątku Dziektarzew w gminie Lutomiersk, zarządcą dóbr w Rzepiszewie, posłem na Sejm Rzeczypospolitej, członkiem Polskiej Organizacji Wojskowej i aktywnym działaczem społecznym.
Groby członków szlacheckiej rodziny Ramockich i Leopold, znajdują się w płn.-wsch. narożniku cmentarza. Obie rodziny miały wyjątkowo bogate tradycje walk niepodległościowych. Dwory ich były zapełnione pamiątkami i żywą tradycją działalności dziadów i pradziadów, którzy uczestniczyli w szeregu ważnych dla historii Polski wydarzeń. Pradziad Stanisława Leopolda, Kazimierz Leopold był porucznikiem w 16 pułku piechoty kompani grenadierów "Wielkiej Armii" napoleońskiej, później walczył już w stopniu kapitana w powstaniu listopadowym. Brat Kazimierza poległ (w stopniu kapitana) w bitwie pod Berezyną.
Pod pomnikiem z jasnego piaskowca, pochowani zostali małżonkowie Zofia z Łuczyckich herbu Nowina Romocka i Juliusz Romocki herbu Prawdzic (1833-1910). Juliusz Romocki walczył w powstaniu styczniowym i jako oficer w oddziałach Taczanowskiego, brał udział w bitwie pod Sędziejowicami. Został za to odznaczony orderem Virtuti Militari. 
W tym samym grobie spoczywa także matka Juliusza Romockiego - Zofia Romocka.
Przy północnej części muru cmentarnego ustawiony jest współczesny pomnik, gdzie pochowani zostali Jadwiga z Kaczanowskich Leopold (1912-1981) i Antoni Leopold (1916-2009), zasłużony dla Polski ekonomista.
Przechadzam się cmentarnymi alejami i trafiam na bardzo stary pomnik z 1902 roku. Jest to kamienny cokół z żelaznym krucyfiksem - grób Marii z Winiarskich Kamińskiej.
Mr SCOTT doprowadza do płyty nagrobnej, pod którą pochowany został Stanisław Mrowiński herbu Jelita - obywatel ziemski, właściciel pobliskiej wsi Zalew. Żył lat 56 i zmarł 23 stycznia 1922 roku. W dolnej części nagrobka zamieszczono inskrypcję "Błogosławieni którzy w Panu umierają".
Idąc centralną aleją na zachód, łatwo odszukać pomnik księdza Franciszka Olszackiego, który był proboszczem Parafii w Mikołajewicach. Żył lat 48 i zmarł 24 czerwca 1951 roku. Na płycie z czarnego granitu umieszczona jest porcelanowa fotografia zmarłego oraz cytat z Pisma Świętego o treści "Jam jest zmartwychwstanie i żywot, kto we mnie wierzy choćby umarł żyć będzie".
Z głównej alei skręcam w lewo, gdzie w cieniu wysokich drzew znajduje się murowany grobowiec z otynkowanej cegły. Jest to miejsce wiecznego spoczynku członków Rodziny Bobrownickich i Sroczyńskich - właścicieli Mikołajewic.
Na mocno podniszczonym pomniku, przytwierdzone są tablice nagrobne. Wiele z nich, jak ta dot. Tekli Bobrownickiej, posiada mało czytelne napisy. Kilka innych leży po prostu pod pomnikiem.
Odczytuję napisy na poszczególnych tablicach : "Ś.P. Stanisław Sroczyński lat 75, Kazimierz Sroczyński lat 34. Zamordowani w okolicach Łodzi w październiku 1939 przez okupantów niemieckich w nieznanej spoczęli mogile. Wieczny odpoczynek racz Im dać Panie".
"Ś.P. Maria z Bobrownickich Poraj-Chrzanowska, ur.21.8.1871. w Małyniu, zm. 17.9.1956 r. w Lutomiersku. Pokój Jej Duszy".
Kolejne dwie, małe tabliczki dot. Joanny z Pukowskich Płacheckiej i Wacławy Bobrownickiej, która zmarła w wieku 14 lat 6 listopada 1893 roku.
I wreszcie ostatnia, mocno skorodowana tabliczka z napisem dot. Zuzanny z Wituskich Bobrownickiej, która zmarła w 1928 w wieku 76 lat.
Będzie teraz o wyższości termosika nad bidonem... Nie, nie, nie ! To na pewno nie jest "czapeczka" rowerowa ! Penetrując cmentarz w Mikołajewicach, Mr SCOTT został po raz pierwszy w swoim "rowerowym życiu" rozpoznany ! Przesympatyczny Pan Mirek z Pabianic - którego bardzo serdecznie pozdrawiam - poznał Mr SCOTT'a po srebrnym termosie ! 
Trochę się czaił, ale kiedy podszedł, śmiało zapytał : "Czy to jest "T e n" Mr SCOTT ? ". Ha, ha ! Zgodził się na jedną fotkę z kaskiem i pognał na swoim skuterze w siną dal ! Bardzo fajne spotkanie !
Po chwili rozmowy Mr SCOTT zabiera się do roboty i wskazuje na charakterystyczny nagrobek. Jest to kilkustopniowy, prosty monument z szarego piaskowca, z krzyżem na cokole i płytą nagrobną z kamienia lastryko.
Spoczywa to Aleksander Kulczycki, właściciel Wodzierad, sędzia gminny, ur. dnia 21 sierpnia 1827 roku, który umarł w dniu 23 czerwca 1888 roku. To piękne zwieńczenie dzisiejszej wycieczki.
W dolnej części postumentu znajduje się inskrypcja o treści "Jam jest zmartwychwstanie i żywot : kto w mię wierzy, choćby też umarł żyć będzie. S. Jan XI 25".
Na zakończenie zwiedzania mikołajewickiej nekropolii, udało mi się trafić na jeszcze jedną ciekawą mogiłę. Jest to współcześnie wykonany pomnik z płytą nagrobną w kształcie domu.
Na dużej płycie z czarnego, wypolerowanego marmuru, znajduje się napis o treści "Pamięci spoczywających w Panu właścicieli Huty Janowskiej Jana Nepomucena * 1859 † 1905 syna Romualda i Julianny z Grabskich, Władysławy z Kulczyckich * 1862 † 1941 małżonków Bielawskich oraz ich dzieci Aleksandra, Stanisławy, Marii, Romana, Zofii, Wandy i Wacławy". Wieś Huta Janowska leży na południe od Janowic.
Tym ciekawym akcentem kończę zwiedzanie Mikołajewic. Wracam w stronę kościoła i jadę na wschód przez Wygodę Mikołajewską.
 Mijam remizę strażacką i skręcam w lewo w drogę prowadzącą z Janowic do Lutomierska.
Piękna pogoda dopisuje ! Przyśpieszam znacznie i sprawnie dojeżdżam do Wrzącej. Za chwilę skręcam w prawo w rozjazd prowadzący przez najstarszą część wsi. Mr SCOTT niczym w gorącej wodzie kąpany, nie może się już doczekać ! To będzie ostra jazda !!!
Zjeżdżam ze sporego wzniesienia do szosy biegnącej z Lutomierska do Porszewic. Skręcam w prawo, na południe i docieram do wsi Prusinowiczki.
Dalej dobrze znaną trasą do Prusinowic. Jechałem już tędy wielokrotnie podczas poprzednich wycieczek. Nagle, gdzieś tam na horyzoncie pojawia się sylwetka rowerzysty i Mr SCOTT natychmiast rusza w pościg ! Łeee... nawet nie próbował powalczyć.
                                        
Szybkim tempem dojeżdżam do drogi krajowej nr 71 w Porszewicach.
Trzymam się białej linii wyznaczającej krawędź jezdni i po chwili wjeżdżam do miejscowości Świątniki. Mr SCOTT nie poleca tej trasy (wąska szosa, duży ruch z przewagą nieobliczalnych tirów), ale w tej okolicy nie ma specjalnego wyboru.
Czasami warto po prostu zjechać na pobocze, aby nie tamować ruchu. To średnia przyjemność "poczuć na plecach oddech" wielotonowego monstrum ! Uważny i czujny jak ważka, dojeżdżam wartko do Górki Pabianickiej.
Z ulgą uciekam z niebezpiecznej szosy i skręcam w stronę kościoła św. Marcina. Mijam przydrożną kapliczkę z figurką św.Nepomucena, którą zbudowano w 1914 roku. Trzeba będzie znowu podjechać na duże wzniesienie - damy radę ?
Ale od czego mam zmyślne mechanizmy przerzutek ? No właśnie ! Bez pośpiechu wjeżdżam na Górkę Pabianicką. Po skręcie w lewo, rozpoczynam fantastyczny zjazd do wsi Gorzew !
Siła rozpędu pcha mnie przez całą wieś, aż do rozjazdu w prawo w stronę Łaskowic, skąd parę godzin wcześniej wyjechałem. Tym razem jadę prosto wzdłuż lasu, w stronę wsi Okołowice. Przed dojazdem do łódzkiej oczyszczalni ścieków, robię sobie mały postój na moście nad rzeką Ner. Nie ma co się śpieszyć i denerwować - mam czas !
Och ten Ner ! Gdziekolwiek nie pojadę, tam Ner ! Ruszam dalej w stronę ul. Sanitariuszek i dojeżdżam wreszcie do Łodzi. Okazuje się, że po tabliczce wjazdowej nie ma już śladu. Pewnie padła łupem jakiegoś kolekcjonera. Szkoda...
Z ul. Sanitariuszek skręcam w lewo w ul. Maratońską. Jadę przez osiedle mieszkaniowe Retkinia, w stronę wiaduktu nad al. Waltera Janke. Potem przez przejazd kolejowy, w prawo w ul. Wróblewskiego.
Od czasu mojej ostatniej wizyty (zobacz WYCIECZKA Nr 83), na ul. Wróblewskiego wiele się zmieniło ! Nie ma już śladu po zabudowaniach fabrycznych, które rozciągały się na wielkim placu pod numerem 19.
Mr SCOTT ilekroć jest w tej okolicy, zawsze z przyjemnością spogląda w stronę zabytkowej willi,  zbudowanej w latach 80-tych XIX wieku dla przemysłowca Leona Allarta.
Okazuje się, że na terenie dawnych zakładów "Polmerino", polsko-hiszpańska firma "Urbanica" rozpoczęła budowę nowoczesnego osiedla mieszkaniowego.
Gotowy już jest pierwszy apartamentowiec z podziemnymi garażami. Inwestycja mieszkaniowa otrzymała nazwę "Brama" i przewiduje, że na powierzchni ponad 10 hektarów ma powstać 1500 mieszkań.
Z ul. Wróblewskiego skręcam w lewo w al. Politechniki. Przejeżdżam obok odremontowanego wieżowca - akademika, w którym znajduje się Dom Studenta Politechniki Łódzkiej nr I.
Na al. Politechniki też mamy sporo zmian na lepsze ! Za gmachem łódzkiej hali sportowej wybudowano ultranowoczesne Centrum Konferencyjno-Wystawiennicze Międzynarodowych Targów Łódzkich.
Hala EXPO oferuje ogromną powierzchnię wystawienniczą wyposażoną we wszystkie niezbędne media. Odbywają się tu znane na całym świecie, prestiżowe imprezy targowe.
Dojeżdżam do skrzyżowania z ul. Radwańską, gdzie mamy kolejny dowód na to, że w Łodzi wiele się dzieje ! Kończy się remont kościoła ewangelicko-reformowanego, który został wzniesiony w latach 1928-1932.
Ulicą Radwańską kieruję się do al. Kościuszki i kończę wycieczkę naprzeciwko zabytkowej kamienicy, która stoi pod numerem 85. Kilka tygodni zakończył się remont elewacji tej wspaniałej budowli, którą wzniesiono w 1910 roku.
Wiadomo, że wszystko co dobre, szybko się kończy i ostatnia sierpniowa wyprawa już poza mną ! "Mr SCOTT Wujek Dobra Rada" niezmiennie zachęca wszystkich do rowerowych wycieczek : nie siedź w domu, nie czekaj do świętego Mikołaja - wyjdź na rower ! 
Na pewno dasz radę ! 😁

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Mr SCOTT jedzie do... (-: , Blogger