niedziela, 18 listopada 2012

WYCIECZKA Nr 145 - Żeromin i Tuszyn

TRASA : Łódź (Kilińskiego, Nawrot, Dowborczyków, Tuwima, Kilińskiego, Śląska, Młynek, Wełniana, Kotoniarska, Tomaszowska, Kolumny, Kalinowskiego) - Stefanów - Kalino - Kalinko - Modlica - Tuszyn - Żeromin - Rzepki - Wola Kutowa - Pałczew - Wola Rakowa - Giemzówek - Giemzów - Stefanów - Łódź (Kalinowskiego, Kolumny, Tomaszowska, Dąbrowskiego, al. Śmigłego-Rydza, Przybyszewskiego, Kilińskiego) 
[18.11.2012. -  71,7 km, 20,3 km/h, 3:31:13 h]   
GPS
Mr SCOTT jedzie do... Żeromina przez Tuszyn !!!  Trasa WYCIECZKI Nr 145.
W listopadzie trudno dopasować wolny dzień do dobrej pogody. Jesienne poranki dłużą się przeważnie mgłą i niskimi chmurami. Ale gdy na niebie pojawia się kawałek słońca, to Mr SCOTT natychmiast wyrusza na swój kolejny, rowerowy żer !
Zaczynam ze skrzyżowania ul. Traugutta z ul. Kilińskiego, skąd mamy piękną panoramę na cerkiew p.w. Aleksandra Newskiego i zabytkowy Hotel Polonia Palast.
Na początek dzisiejszej wycieczki, poznam sobie trochę bliżej ulicę Dowborczyków. Jest to śródmiejska arteria, która rozpoczyna się od skrzyżowania z ul. Tuwima i dochodzi do al. Piłsudskiego. Została wytyczona w latach 90-tych XIX wieku i otrzymała nazwę Juliusza. W 1932 roku przemianowano ją na Dowborczyków, dla upamiętnienia żołnierzy I-go Korpusu Polskiego, którymi dowodził Józef Dowbór-Muśnicki - generał, naczelny dowódca armii wielkopolskiej podczas Powstania Wielkopolskiego.
Skoro jestem w Śródmieściu Łodzi, to raczej więcej niż pewne, że natknę się na wiele zabytkowych i ciekawych budowli ! Przy ul. Dowborczyków 8 znajduje się biurowiec firmy "Ericpol". Sto lat temu mieściły się tu składy materiałów wełnianych należące do Maurycego Taumana.
"Ericpol" to polska spółka działająca w branży informatycznej, która przeprowadziła trwający blisko rok, remont kapitalny dawnych zabudowań fabrycznych. Uroczyste otwarcie nowego biura odbyło się w dniu 18 września 2008 roku.
Oprócz budynków po starych fabrykach, ulicę Dowborczyków wypełniają przylegające szczelnie do siebie kamienice czynszowe. Patrząc w stronę ul. Tuwima widać żurawie dźwigów, które pracują na terenie EC-1, przy budowie Nowego Centrum Łodzi.
Niektóre kamienice nie wytrzymały jednak brutalnej próby czasu i niedawno musiały zostać wyburzone. Ślady po takiej operacji - naprzeciwko siedziby firmy "Ericpol", są widoczne do dziś. Wolne przestrzenie czekają na zagospodarowanie i szybkie zabliźnienie ran.
Przy ul. Dowborczyków 9/11 znajduje się Urząd Skarbowy Łódź-Śródmieście. Urząd zajmuje wielki kompleks budynków, będący pozostałością po dawnych zabudowaniach fabrycznych. Na miejscu wyburzonej kamienicy powstaną prawdopodobnie dwa nowe budynki o charakterze biurowym i handlowo-usługowym.
Trzeba też wiedzieć, że po II wojnie światowej ul. Dowborczyków została przemianowana w 1949 roku na ul. PKWN. Pierwotną nazwę przywrócono w roku 1990.
Pod numerem 13 stoi kamienica czynszowa z okresu międzywojennego, która wpisana jest do rejestru łódzkich zabytków. Posiada trzy pietra i wysokie, użytkowe poddasze oraz charakterystyczne balkony w formie wykuszu.
Nad bramą wejściową, pomiędzy oknami pierwszego i drugiego pietra, znajduje się ozdobny relief.
Oglądam kolejne zabudowania pofabryczne na posesji numer 17/19. Przed wojną zajmowała je Łódzka Manufaktura Pluszu "Dywan Wschodni", należąca do Teodora Finstera. Znalazły w nich siedzibę różne firmy i instytucje. Elewacje budynków pomalowano na jasne kolory i na pewno jest to jeden z pozytywnych przykładów tego, jak można wykorzystać poprzemysłowe dziedzictwo Łodzi.
Przechodzę na drugą stronę ulicy. Na posesji numer 18 znajduje się willa, wzniesiona w 1919 roku dla zarządu Spółki "Bolesław Kotkowski, Zakłady Graficzne", należącej do Bolesława Froelicha i Bolesława Kotkowskiego. Warto popatrzeć na przepiękne ogrodzenie o ornamentyce neorenesansowej, które wykonane zostało z kutego żelaza.
Pod koniec XIX wieku, ten wielki kompleks budynków stanowił teren fabryki wełny Teodora Meyerhoffa. Po wojnie był to budynek administracyjno-biurowy Łódzkich Zakładów Graficznych.
Pierwszą część zwiedzania ul. Dowborczyków kończę przy skrzyżowaniu z ul. Nawrot. Na rogu tych ulic pod adresem Dowborczyków 20, stoi wielkomiejska kamienica czynszowa, posiadająca bardzo ciekawą konstrukcję architektoniczną.
Na południowej ścianie tej zabytkowej kamienicy, zawieszony jest zegar słoneczny, który co istotne - bardzo dokładnie pokazuje aktualny czas.
Kamienice czynszowe, które są także wpisane do Gminnej Ewidencji Zabytków, stoją również na dwóch innych narożnikach ulicy Dowborczyków i Nawrot. Są to budynki oznaczone numerami 21 i 22.
Kieruję się dalej na południe, pod stojące po lewej stronie ulicy budynki bardzo zniszczonej fabryki - adres Dowborczyków 30/34. Na początku XX wieku była tu przędzalnia wełny Karola Bayerla i Wiktora Wolfa, którą dzierżawił Ludwik Cukier. Przed 1905 roku pod tym samym adresem Ber Wachs otworzył przędzalnie wełny zgrzebnej.
Po roku 1925-tym, nowymi właścicielami budynków i posesji fabrycznej zostali Etingonowie - założyciele Włókienniczej Spółki Akcyjnej "N. Etingon i S-ka". Po 1945 fabrykę upaństwowiono pod nazwą Zakłady Przemysłu Bawełnianego im. S. Dubois "Polino".
Obecnie wnętrza fabryki, po modernizacji w końcu lat 80-tych XX wieku oraz dzięki licznym remontom w ostatnich latach, służą jako pomieszczenia biurowe i siedziby różnych biur i instytucji.
Przed 1938 rokiem do dawnych budynków przy ul. Dowborczyków dobudowano nowoczesną tkalnię, w której umieszczono krosna automatyczne. Obiekty te ciągną się w stronę ul. Targowej 35 i sąsiadują z dawną tkalnią braci Nauma i Borysa Eitingonów, którą oglądałem w trakcie WYCIECZKI Nr 74.
Naprzeciwko dawnej fabryki znajdują się delikatesy "Alma" i duży parking. Zwiedzając ul. Dowborczyków, warto również zajrzeć na teren dużej posesji pod numerem 25, którą wybudowano w latach 20. ubiegłego wieku. Pierwotnie mieściła się tam Łódzka Fabryka Motorów Henryka Wagnera, w której powstawały parowe silniki do maszyn włókienniczych. Obecnie zajmują ją centrum biznesu firmy "Faktoria". Spółka przekształciła zaniedbany i zapomniany fabryczny kompleks, w nowoczesny biurowiec w stylu fabrykanckim.
Robię rundkę po ulicy Dowborczyków, dojeżdżając do jej początku przy ul. Tuwima. Historia Łodzi przemysłowej jest wprost niezwykła. U progu pierwszej wojny światowej, było to jedno z najgęściej zaludnionych miast przemysłowych świata ! Nasze miasto miało swoje wielkie wzloty i upadki i wydaje się, że po zastoju spowodowanym transformacją ustrojową lat 90-tych XX wieku, Łódź znowu nabiera wiatru w żagle.
Po wyjechaniu na jednokierunkową ul. Tuwima, skręcam w lewo i pędzę na południe po ul. Kilińskiego. Za skrzyżowaniem z ul. Abramowskiego, pod numerem 177 znajduje się willa należąca kiedyś do znanego łódzkiego fabrykanta Stefana Barcińskiego.
Jadę dalej po ul. Kilińskiego przypatrując się kamienicom i zabytkowym fabrykom. Przy skrzyżowaniu z ul. Przybyszewskiego stoi wiata przystanku tramwajowego. Mr SCOTT wypatrzył w jej witrynie plakat reklamujący film "Skyfall" z nowymi przygodami Agenta 007. To dobry pretekst, aby przypomnieć się całemu światu, że
"My name SCOTT, Mr SCOTT".
Dojeżdżam do końca ul. Kilińskiego, która łączy się z ul. Śląską. Parę metrów dalej znajdują się torowiska i stacja rozrządowa dworca Łódź-Chojny. W dalszą drogę kieruję się ul. Śląską w stronę Parku na Młynku.
Jadę cały czas na wschód trasą wykorzystywaną podczas innych wycieczek : po ul. Kotoniarskiej, która biegnie wzdłuż torów kolejowych łączących stację Łódź-Chojny i Łódź-Olechów. Dalej w prawo w ul. Tomaszowską, która dochodzi do ul. Kolumny. Jestem na terenie Wiskitna - dawnej wsi, która weszła do granic Łodzi w 1988 roku.
Z ul. Kolumny skręcam na południe w ulśw. Rafała Kalinowskiego (zobacz WYCIECZKA Nr 60). Mijam kościół parafialny na Wiskitnie i wykorzystując spore nachylenie terenu, szybkim tempem wyjeżdżam z Łodzi.
Na rozjeździe z drogowskazem "Rzgów, Kalino", skręcam w prawo i wjeżdżam do wsi Stefanów.
Po kilku minutach mozolnego pedałowania (fatalna nawierzchnia - dziury, dołki, górki), zjeżdżam w niewielką dolinę, w której płynie rzeka Ner.
Mijam rozjazd w prawo do niewielkiej wsi Tadzin. Po przejechaniu przez niebezpieczne skrzyżowanie z drogą wojewódzką nr 714, wjeżdżam do wsi Kalino.
Dziś pogoda nie może się jakoś wyraźnie określić ! Słońce na jakiś czas przebiło się przez warstwę szaro-mglistych chmur, ale czy na długo ? Po prawej stronie szosy, znajdują się zabudowania Szkoły Podstawowej im. Świętej Królowej Jadwigi w Kalinie.
Przejazd przez wieś Kalino w tym kierunku, nie należy do łatwych. Nierówna droga prowadzi prawie cały czas pod górkę i trzeba koncentrować się na omijaniu licznych nierówności i wyrw w zniszczonej nawierzchni.
Po upływie ok. 10 minut staję na skrzyżowaniu dróg w sąsiedniej wsi Kalinko. Stoi tam kilka tabliczek z nazwami miejscowości i sporo znaków drogowych. Mijam remizę straży pożarnej i kieruję się prosto, do budowanego wiaduktu nad trasą drogi ekspresowej S-8. W okolicy wsi Kalinko i na terenie osady Modlica, budowany jest duży węzeł, który połączy się z powstającą autostradą A-1.
Sprawnie przedzieram się przez ubłocony plac budowy (Och ! Och ! Moje białe oponki !). Dojeżdżam do skrzyżowania dróg w Modlicy.
Jadę ciągle prosto i już po chwili wyjeżdżam z Modlicy. Pomykam w stronę Tuszyna. Jechałem już tym szlakiem wielokrotnie - zobacz np. WYCIECZKA Nr 62.
Kręcę sumiennie korbą, pokonując równą trasę na terenie dawnej wsi Kępica, która obecnie znajduje się w granicach administracyjnych miasta Tuszyn. Niestety od tej strony, Tuszyn nie dorobił się jeszcze tabliczki z nazwą miejscowości... Jadę pod górkę po ul. Brzezińskiej i skręcam w lewo w ul. Noworzgowską. Dziś jest dobra okazja, aby poznać lepiej wschodnią część tego uroczego miasteczka, co będzie uzupełnieniem WYCIECZKI Nr 27 oraz WYCIECZKI Nr 133.
Ulica Noworzgowska to kulturalno-sportowe centrum miasta. Pod nr 20a mieści się Miejski Ośrodek Kultury Sportu i Turystyki oraz Miejska Biblioteka Publiczna w Tuszynie.
Trochę dalej na wschód, znajduje się kryta pływalnia "Oceanik", która została otwarta w 2007 roku. Największą jej atrakcją jest rura zjeżdżalni wodnej o długości 64 metrów.
Nieopodal - przy ul. Tysiąclecia 8, oglądam halę sportową oraz boisko sportowe "Orlik", należące do Liceum Ogólnokształcącego w Tuszynie, które znajduje się przy ulicy Żeromskiego
W rejonie ulic Noworzgowskiej i Wysokiej, znajduje się duże osiedle mieszkaniowe zbudowane w latach 70-tych XX wieku. Nad blokami z tzw. wielkiej płyty, góruje wysoki komin miejskiej kotłowni, wyziewający tumany czarnego dymu.
Po obejrzeniu osiedla mieszkaniowego, jadę dalej na wschód. Wyjeżdżam szybkim tempem z Tuszyna i nagle pssssssss.... O nie ! W takim momencie ! Kiedy cel dzisiejszej wycieczki jest tak blisko
Mówi się trudno i Mr SCOTT zabiera się do wymiany dętki. Złapanie przysłowiowej gumy, wliczone jest przecież w ryzyko rowerowych wycieczek.
Po szybkim serwisie ruszam na szlak i po chwili wjeżdżam do Żeromina.
Żeromin to niewielka wieś leżąca ok. 3 km na wschód od Tuszyna. Miejscowość wchodzi w skład powiatu łódzkiego wschodniego, którego siedzibą są dalekie Koluszki. Przy drodze prowadzącej do Czarnocina, po prawej stronie stoją dwie kapliczki słupowe z drewnianymi figurkami świętych.
Poruszam się spacerowym tempem, oglądając wiejskie zagrody i domy jednorodzinne, które stoją po obydwu stronach drogi.
Jadę po ul. Tuszyńskiej, wzdłuż której skoncentrowana jest większość gospodarstw. Starych, drewnianych domów z okresu międzywojennego, jest już coraz mniej. We wsi dominuje zabudowa murowana, z tradycyjnymi domami z cegły, przydomowym podwórkiem i ogrodem oraz budynkami gospodarczymi.
Droga do Czarnocina, rozdziela Żeromin na dwie części. Od południa rozciągają się pola uprawne, natomiast od północy tereny zalesione. Przy piaszczystej drożynie prowadzącej do ul. Patok, stoi drewniana kapliczka z figurą św. Huberta - patrona myśliwych. Ufundowało ją w 2009 roku, koło Polskiego Związku Łowieckiego nr 9 "Żubr" z okazji 60 rocznicy istnienia. Kapliczkę oglądałem już w trakcie WYCIECZKI Nr 48.
Skręcam w tę piaszczystą drogę, która wije się pomiędzy iglastymi lasami.
Utwardzona żółtym tłuczniem drożyna, zawija następnie z północy na wschód i kończy się przed ogrodzonym gospodarstwem. W tym miejscu znajduje się leśniczówka Żeromin, która należy do Nadleśnictwa Kolumna.
Wracam do asfaltowej szosy i jadąc na wschód, przejeżdżam przez cały Żeromin. Pierwsze pisane wzmianki o tej miejscowości, pochodzą z roku 1387. Wówczas należała ona do włości królewskich. Od początku XVII do XVIII wieku wieś notowana jest jako własność Bykowskich herbu Gryf, starego rodu wywodzącego się z Byków - obecnie jest to część Piotrkowa Trybunalskiego.
Na samym końcu wsi, po lewej stronie szosy wyróżnia się duży kompleks zabudowań fabrycznych i gospodarczych. Cały teren jest ogrodzony i strzeżony przez służby ochroniarskie. Cóż to za tajemniczy obiekt ? Okazuje się, że całkiem niedawno, zbudowano w tym miejscu Zakład Przetwórstwa Rybnego "Fishfood" w Żerominie.
Z historii Żeromina wiadomo, że na początku XIX wieku właścicielem okolicznych dóbr był Wincenty Domaniewski, który w 1822 roku sprzedał ziemię Stanisławowi Krąkowskiemu. Dwie córki Krąkowskiego, po śmierci ojca sprzedały dobra żeromińskie Agnieszce Krapaczowej (nagrobek jej pamięci, oglądałem w Będkowie podczas WYCIECZKI Nr 82). Kolejnym właścicielem Żeromina został Andrzej Płodowski, który poślubił Emilię z Krapaczów.
Następnym właścicielem Żeromina stała się Leonia Mazaraki, która weszła w posiadanie dóbr ziemskich na mocy aktu darowizny od Andrzeja Płodowskiego. Majątkiem zarządzał jednak jej mąż Kazimierz Mazaraki, a od 1912 roku ich syn Aleksander (1887-1986). Rodzina Mazarakich posiadała dobra ziemskie także w Żelaznej koło Skierniewic, gdzie większość jej członków przebywało na stałe.
Chociaż Żeromin to wiejska osada, to w jej centrum stoi kilka bloków mieszkalnych, typowych dla miejskiego krajobrazu. Budynki powstały w latach 70-tych XX wieku, kiedy we wsi działało prężnie Państwowe Gospodarstwo Rolne.
Naprzeciwko osiedla mieszkaniowego stoją dwa parterowe, murowane domy, które zwane są przez miejscowych mieszkańców "belwederkami". Posiadają podcienia w narożnikach, wsparte na jednej kolumnie. Wzniósł je w 1917 roku dla swoich pracowników ostatni właściciel Żeromina - Aleksander Mazaraki. Obecnie zostały wyremontowane, a naczółkowe dachy przykryto nową dachówką.
Przenossię teraz na ul. Stara Wieś, aby poznać południową część Żeromina. Jechałem już tędy od strony wsi Grabina Wola - zobacz WYCIECZKA Nr 70.
Pozostałością po dawnym folwarku są budynki gospodarcze wraz z gorzelnią. Majątek w Żerominie funkcjonował najlepiej w okresie międzywojennym, kiedy zarządzał nim Aleksander Mazaraki. Zdobył on gruntowną wiedzę na studiach rolniczych w Bonn i ekonomicznych w Cambridge i po powrocie do kraju, przystąpił do unowocześnienia produkcji rolnej w swoich dobrach (ponad 400 ha).
W tej części wsi znajdują się pozostałości po dawnym założeniu dworskim. Za wysokim murem widać ruiny dworu, który spłonął w 1988 roku, wokół którego rozpościera się zarośnięty park krajobrazowy, zaprojektowany przez Stefana Celichowskiego. Klasycystyczny dwór w Żerominie wybudowany został w pierwszej połowie XIX wieku dla rodziny Mazarakich. Po II wojnie światowej w budynkach folwarcznych urządzono PGR, a w dworze ulokowano siedzibę klubu rolnika.
Przed wojną gościła we dworze Maria Rodziewiczówna - zaprzyjaźniona z rodziną Mazarakich, poczytna do dziś autorka literatury popularno-patriotycznej (m.in. "Dewajtis", "Lato leśnych ludzi"). Niestety ani aktualni dzierżawcy, ani potomkowie dawnego właściciela nie wykazują nim zainteresowania. Stąd też obiekt uległ już praktycznie całkowitej degradacji...
W parku zachował się dąb o sześciometrowym obwodzie pnia, stare kasztanowce i akacje. Z ul. Stara Wieś wracam na ul. Tuszyńską i jadę do wschodniego krańca Żeromina.
Znajdują się tam malowniczo położone stawy hodowlane, które wytworzyły się w naturalnej dolinie z licznych cieków i rozlewisk rzeki Wolbórki.
Maria Rodziewiczówna - przyjaciółka właścicieli Żeromina, goszcząc tu wielokrotnie w okresie międzywojennym, chętnie spędzała czas nad wodą studiując życie ptaków, w drewnianym domku nad stawem, który wzniósł dla niej specjalnie w tym celu Aleksander Mazaraki.
Uroki Żeromina i bajkowe krajobrazy nad stawami, zachwalał profesor Uniwersytetu Łódzkiego Jan Dylik, w pierwszym przewodniku po Łodzi i okolicach wydanym w 1939 roku.
Stawy w Żerominie są zawsze chętnie odwiedzane przez miłośników wędkarstwa oraz podpatrywania życia ptaków wodnych. Jest to też popularne miejsce wypoczynku dla mieszkańców tych okolic.
Kończę krótką wizytę w Żerominie, gdzie życie płynie spokojnie i z dala od miejskich problemów. Naciskam mocno na pedały i pędząc na wschód, wjeżdżam do wsi Rzepki. Są to już terytoria należące do powiatu piotrkowskiego i gminy Czarnocin.
Mijam stary, tradycyjny dom z drewna, który stoi na terenie opuszczonego gospodarstwa rolnego po prawej stronie szosy. Po dojechaniu do centrum wsi i skrzyżowania z trzema wielkimi krzyżami, skręcam w lewo - na północ.
Szybko docieram do mostu na rzece Wolbórka, który znajduje się na terenie osady o nazwie Ruta Żeromska.
                                         
Po chwili dojeżdżam do skrzyżowania z żelaznym krzyżem i skręcam w lewo - na zachód (prosto do Dalkowa). Po raz kolejny jadę przez wieś Wola Kutowa.
Kilka metrów za tablicą wyjazdową z Woli Kutowej, skręcam na północ do wsi Pałczew.
Pałczew to wieś sołecka, położona na wysokości około 216 m n.p.m., na terytorium należącym do gminy Brójce. Jest typowo rolniczą osadą z domami i gospodarstwami stojącymi wzdłuż drogi gminnej prowadzącej w stronę Woli Rakowej. Co znaczy określenie "typowo rolnicza osada", najlepiej ilustruje ten obrazek : Mr SCOTT sprawnie meandrujący pomiędzy końskimi pączkami.
Początkowo Pałczew był własnością Jarosława Romuniszewskiego z Wardzyna. W 1419 roku przeszedł w posiadanie kapituły krakowskiej w wyniku zamiany na inne wsie. Należał kolejno do parafii w Czarnocinie i Kurowicach, obecnie wchodzi w skład Parafii w Woli Rakowej. Naprzeciwko remizy strażackiej (oglądałem ten budynek w trakcie WYCIECZKI Nr 67, jadąc do pobliskiego Romanowa), ustawiony jest drewniany krzyż z kapliczką. Dalej widać ruiny opuszczonego domu z lat 30-tych ubiegłego stulecia.
W okresie II wojny światowej nazwa wsi uległa zniemczeniu na "Palzen". Przejeżdżając przez Pałczew, można obejrzeć kilka domów z czerwonej cegły z okresu międzywojennego. W niektórych z nich zachowały się do dziś oryginalne, drewniane okiennice.
Przy rozjeździe prowadzącym w prawo do wsi Wardzyn, stoi murowana, dwukondygnacyjna kapliczka z figurą Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny i obrazami świętych we wnękach dolnej części. Kapliczka otoczona jest metalowym płotkiem, przystrojonym kolorowymi wstążkami.
Zaraz za skrzyżowaniem rozpoczyna się wieś Wola Rakowa, którą poznałem należycie podczas WYCIECZKI Nr 81.
Kierując się na północ, pośród zieleniących się pól, po lewej stronie drogi widać niewielki staw. Mr SCOTT od dawna chciał zobaczyć to miejsce, bo z daleka widać, że może tam stać kapliczka.
Podmokły teren uniemożliwiał przejazd rowerem, dlatego też kawałek drogi do stawu, muszę przejść pieszo. Okazuje się, że nad tym małym akwenem, miejscowy gospodarz urządził małe miejsce kultu religijnego. Na wielkim głazie narzutowym umieszczono krucyfiks. Obok ustawiono dwie ławy wykonane z bali starego drzewa.
Po powrocie na asfaltową szosę, dojeżdżam do Woli Rakowej i skręcam w lewo na drogę wojewódzką nr 714. Mijam remizę strażacką i kościół p.w. Miłosierdzia Bożego. W okresie II wojny światowej wieś nosiła nazwę "Freireken".
Pedałuję dalej przez Wolę Rakową, zjeżdżając z DW 714 na płn.-zachód. Wkraczam do niewielkiej osady o nazwie Giemzówek.
Cały czas poruszam się szosą prowadzącą w stronę Łodzi. Pomykam przez wieś Giemzów i północne rejony Stefanowa - wieś, przez którą podążałem parę godzin wcześniej w kierunku Żeromina. Nazwa pochodzi od imienia Stefan, które nosił jej właściciel - syn dziedzica Pawła Olechowskiego (w latach 1787-1796 był administratorem włości Kapituły Krakowskiej leżących w okolicy dzisiejszego Wiskitna).
W Stefanowie działa Ochotnicza Straż Pożarna, która ma do dyspozycji dużą remizę. Jest to piętrowy budynek z czerwonej cegły, wyposażony w dwa stanowiska dla wozów bojowych oraz dużą świetlicę.
Przed wjazdem na teren strażnicy ustawiona jest drewniana tablica z planem Gminy Brójce. Na planszy umieszczono zwięzłe informacje na temat gminy oraz jej największych, turystycznych atrakcji.
  Pierwsze wzmianki o tych terenach znajdują się w dokumentach z XI wieku, kiedy to Judyta - żona Władysława Hermana, przekazała je na własność kapitule krakowskiej. Mr SCOTT odwiedził Brójce podczas WYCIECZKI Nr 92, a przez obszar gminy przejeżdżam wiele razy w czasie rowerowych wypraw.
Ruszam w dalszą drogę i po krótkim przejeździe przez część wsi Posada, wracam do Łodzi. Jestem znowu na Wiskitnie - dawnej wsi szlacheckiej, która należała do rodziny Remiszewskich i potem kapituły krakowskiej. Kolejnymi właścicielami wsi byli : Jan Lebert, Rodzina Nippe, hrabia Wacław Gutakowski, Jędrzej i Bolesław Sierszeński, Jakub Frenkiel, Alfons Voight oraz przed ostatnią wojną światową Janina i Mieczysław Horodyńscy, którzy w latach 1922-1929 rozparcelowali teren między dzisiejszymi ulicami Kolumny i Tomaszowskiej.
Jadę pod górkę po ul. św. Rafała Kalinowskiego. Mijam kościół i docieram do krzyżówki z ul. Czternastu Straconych. Stoi tam "Pomnik 14 straconych", ufundowany przez mieszkańców Wiskitna ku czci zamordowanych Polaków. Pomnik został zbudowany po zakończeniu wojny - w lecie 1945 roku.
Jest to skromny obelisk z czarną, granitową tablicą, na której wymieniono nazwiska zabitych oraz dedykację o treści "Męczennikom którzy za sprawę Polską w dniu 11.V1941 r. z rąk najeźdźcy hitlerowskiego polegli. Mieszkańcy gminy Wiskitno". Ciała ofiar  tej niemieckiej zbrodni, zostały ekshumowane z lasu w okolicach wsi Stróża i pochowane na terenie cmentarza parafialnego w Kurowicach. Pomnik ku Ich czci oglądałem w trakcie WYCIECZKI Nr 130.
Naprzeciwko pomnika ustawiony jest żelazny krzyż, który stanął na miejscu drewnianego, przewróconego przez wichurę w 2002 roku. W tle widać zabudowania Szkoły Podstawowej nr 130 im. Marszałka Józefa Piłsudskiego.
Z Wiskitna przedzieram się przez osiedle Dąbrowa (to dawna wieś, która przed rozbiorami Polski nazywała się Holendry Choińskie) na ul. Przybyszewskiego. Pod numerem 60a, znajduje się Jednostka Ratowniczo Gaśnicza nr 5 Państwowej Straży Pożarnej w Łodzi.
Z ul. Przybyszewskiego skręcam w prawo w ul. Kilińskiego. Po drodze do centrum miasta, mijam dawny budynek administarcyjno-fabryczny, wchodzący w skład zespołu fabrycznego Karola Wilhelma Scheiblera. Obiekt stoi na rogu przy ul. Kilińskiego 185 i Tymienieckiego 20.
Zapada już zmrok, kiedy pojawiam się ponownie na ul. Kilińskiego przy al. Piłsudskiego. Spoglądam na końcowy fragment ul. Dowborczyków, którą jeszcze parę godzin wcześniej, przemierzyłem przecież wzdłuż i wszerz.
Przejazd po ul. Kilińskiego, to ostatnia odsłona dzisiejszej wycieczki do Żeromina i Tuszyna. Zatrzymuję się na dłużej przed dawną Elektrownią Łódzką. W budynkach EC-1 Zachód powstanie interaktywne Centrum Nauki i Techniki, które będzie Ośrodkiem Muzealno-Edukacyjno-Rekreacyjnym.
Wchodzę też w głąb posesji przy ul. Kilińskiego 76, aby zobaczyć klasycystyczny budynek kierownictwa Elektrowni Łódzkiej.
Budowa Nowego Centrum Łodzi to jedno z największych urbanistycznych wyzwań w historii naszego miasta ! EC1 to rewitalizowany obecnie teren dawnej elektrowni, pochodzącej z początku wieku, sąsiadujący z budowanym od podstaw dworcem Łódź Fabryczna. Już niedługo powstanie tutaj nowoczesny park nauki i techniki, utrzymany w stylu dawnej łódzkiej architektury industrialnej.
Kiedy pojawiam się ponownie na rogu ulic Kilińskiego i Traugutta, miejskie latarnie rozświetlają już łódzkie ulice. Po lewej stronie błyszczy neon hotelu "Centrum", na tle niebieskiego nieba widać kopuły cerkwi i hotelu "Polonia Palast".  
Mr SCOTT się cieszy, bo mimo wszystko dzisiejsza wycieczka, to był w sumie porządny, rowerowy żer ! Łódź jest piękna i kiedy tylko skończą się najważniejsze remonty - to co niektórym zapewne zrzednie mina.
                            

3 komentarze:

  1. Bardzo chętnie przeglądam bloga i uważnie go śledzę, o czym wspominałem przy wycieczce nr 107, dlatego tym razem również chciałbym zgłosić małą poprawkę;)

    Wspomniana i pokazana na zdjęciu hala sportowa znajdująca się w Tuszynie, nie znajduje się przy ulicy Tysiąclecia, lecz należy do Liceum Ogólnokształcącego w Tuszynie, które znajduje się przy ulicy Żeromskiego (na zdjęciu widzimy halę, którą wybudowano na tyłach budynku liceum). Hala przy ulicy Tysiąclecia jest halą gminną, natomiast w trakcie roku szkolnego korzysta z niej Szkoła Podstawowa nr 1 i Gimnazjum nr 1 :)

    W tym sezonie nie zawsze miałem czas na dłuższe wyprawy, ostatnio głównie praktykuję wieczorne szybkie przejazdy po swojej trasie, ale już na najbliższe dni, gdy będzie stabilna pogoda, planuję wykorzystać znaną mi trasę Czarnocin-Będków-Popielawy-Ujazd i zmodyfikować ją o przejazd przez miejscowość Wolbórz i kolejno Kuznocin-Baby-Gościmowice-Srock-Wodzin-Szczukwin, a jeśli będą zapasy energii odpowiednio wydłużę ją o Górki Małe i Wolę Kazubową.
    Dopiero od jakiegoś czasu korzystam z endomondo, dlatego nie mam zapisanych tras z początku sezonu, a później z braku czasu robiłem co raz to krótsze wypady. W ubiegłych latach trasy zapisywałem przez aplikację smart-runner i były to znacznie dłuższe trasy - wtedy zawsze znalazł się czas by nawet codziennie robić minimum 80 km :)

    Na endomondo skromne (jak na razie) tegoroczne trasy można obejrzeć na profilu nr: 1883035

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Mr SCOTT dziękuje za pouczający komentarz - poprawiono podpis pod zdjęciem (-: Życzę dobrej formy i wielu rowerowych wypraw ! Profil obejrzymy rzecz jasna - pozdROWER !!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mr SCOTT to nie przypadek że złapałeś w rowerze gumę w gminie Tuszyn.Niestety w tej miejscowości pełno jest hołoty która (celowo?)tłucze butelki na ulicach.Również ze względu na duży ruch,brak kultury kierowców i fatalny stan nawierzchni większości dróg jest to gmina mało przyjazna rowerzystom.A szkoda..

    OdpowiedzUsuń